sobota, 4 lipca 2015

outsider

day 2nd: outsider
pairing: JONGKEY
genre: nie wiem co to, więc powiem: "okruchy życia"




Jonghyun nigdy nie był duszą towarzystwa. Był za to bardzo cichy, nieśmiały i wiecznie zamyślony. Potrafił spędzać całe dnie siedząc samotnie na parapecie w swoim pokoju wpatrując się w szalejącą za oknem burzę, czy też na ławce w parku, przyglądając się skaczącym po drzewach wiewiórkom i wsłuchując się w radosny śpiew ptaków. Również, zdecydowanie bardziej wolał towarzystwo książek czy też swojej gitary, niż rówieśników, co, jak łatwo można odgadnąć, nie pomagało mu w zdobywaniu przyjaciół. Od zawsze towarzyszyła mu samotność. Sam chodził do szkoły, sam siedział w ławce, sam wracał do domu i stojąc samotnie na uboczu przyglądał się innym dzieciom, bawiącym się ze sobą, śmiejącym. Często nachodziła go ochota by podejść do nich, i po prostu zacząć się z nimi bawić, jednak za każdym razem, strach przed odrzuceniem brał nad nim górę. Jonghyun był bardzo strachliwym chłopcem pod względem kontaktów z drugim człowiekiem, bał się, że jeśli tylko podejdzie do bawiących się rówieśników, ci stwierdzą, że jest nudny, niefajny i zamiast śmiać się z nim, zaczną śmiać się z niego. Więc chłopak oglądał ich na uboczu, nigdy się nie wychylając, trzymając mocno książkę w dłoni i podgłaśniając muzykę w słuchawkach byle tylko nie słyszeć, tego jak wiele traci.

Pod koniec podstawówki, coś w chłopaku pękło. Miał dosyć swojej samotności, i tego że nie ma do kogo się odezwać poza siostrą, albo mamą. Chciał zdobyć przyjaciela, mieć kogoś bliskiego z kim mógłby porozmawiać o książce, którą ostatnio czytał, o piosence, której niedawno słuchał. Po długich wewnętrznych walkach i monologach zdecydował się podejść do grupki chłopców, tuż przed rozpoczęciem lekcji. Gdy tylko się odezwał i spojrzał na twarze swoich potencjalnych kolegów, od razu tego pożałował. Na niepewne pytanie Jonghyuna: "Jak minął wam weekend?" usłyszał śmiech i wredne: "Na pewno lepiej niż tobie, kujonie!". To prawda, chłopak dużo się uczył, również w poprzedni weekend. No bo co innego miał robić? Z czystej nudy zaczął spędzać czas nad książkami, aż w końcu zaczął to lubić. Jednak to doświadczenie nauczyło go dwóch rzeczy: uczenie się to nie taka dobra sprawa, jak mówiła mu mama, i już nigdy więcej nie powinien próbować znaleźć przyjaciół. Niektórzy chyba są stworzeni tylko do samotności, i to czas by się do tego przyzwyczaić.

Na dalszej drodze edukacji, Jonghyun nie popełniał już tych samych błędów. Dbał o naukę, ale pamiętał by nie być najlepszym i niczym się nie wyróżniać. A przede wszystkim, pilnował by nie pchać się w towarzystwo, które go nie chce. Jak zwykle był sam, jak zwykle na uboczu. Nigdy nie odzywał się niepytany, zawsze witał się wymuszonym uśmiechem. Zawsze ze słuchawkami w uszach, nie chcąc ich słuchać

Z biegiem czasu chłopak zaczął odkrywać w sobie coraz większe zamiłowanie do muzyki, a konkretniej do jej tworzenia. Zamykał się w pokoju z gitarą w ręku i siedząc na łóżku grał do późnego wieczora. Z każdym kolejnym dniem, wychodziło mu to coraz lepiej. Jego palce poruszały się po strunach jakby były do tego stworzone. Z czasem, Jonghyun zaczął śpiewać. Na początku, mruczał jedynie pod nosem słowa piosenki, którą aktualnie grał, jednak im dłużej to robił, tym bardziej był pewny swojego głosu. Chłopak śpiewał coraz częściej, i coraz bardziej to lubił. Jonghyun całkowicie zatracił się w swoim świecie, zwłaszcza, gdy odkrył magię pisania własnych piosenek. Po jego pokoju walały się sterty kartek, niektóre były całe zapisane, niektóre pogniecione i do połowy puste, a każda z nich zawierała w sobie jakąś cząstkę chłopaka, jego wrażliwą duszę. Całkowicie się temu oddał, przelewał na papier to, co od tylu lat tkwiło w jego sercu, jednak wcześniej nie miał komu tego pokazać, teraz znalazł idealnego powiernika, która zawsze będzie wstanie go wysłuchać. W pewnym momencie, przez głowę przeszła mu nawet myśl, że chciałby, żeby ktoś jeszcze to zobaczył, przeczytał, albo i nawet posłuchał jego piosenki, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu. Nie chciał znów zostać odrzucony.

-Masz piękny głos, hyung. -usłyszał w drugiej klasie liceum, gdy nucił pod nosem spokojną balladę, na szkolnym korytarzu, od chłopca o ciemnych kocich oczach, i ciepłym uśmiechu.

Kim Kibum od zawsze był duszą towarzystwa. Nie należał do cichych, a tym bardziej nieśmiałych ludzi. Nie potrafił usiedzieć na miejscu, wszędzie było go pełno, angażował się w pracę samorządu szkolnego, jak również był obecny na dosłownie każdej imprezie urządzanej przez jakiegokolwiek ucznia. Bez niego, zabawa nie mogła, i nie należała do udanych. Był lubiany przez wszystkich, a jeśli jednak nie, to na pewno na swój sposób podziwiany i szanowany. Chłopak miał bardzo dobre wyniki w nauce, jednocześnie nie rezygnując z pozalekcyjnych przyjemności. I zawsze, ale to zawsze szokował ludzi wokół siebie to swoim wyglądem, czy zachowaniem, jednak zdawał się tym w ogóle nie przejmować.

Kto by pomyślał, że to właśnie Kibum, jako jedyny zauważy takie chłopaka jak Jonghyun?

-D-dziękuję… -wydukał odpowiedź z lekkim uśmiechem, nieprzyzwyczajony do jakichkolwiek rozmów w szkole.

-Jak ci na imię? -zapytał Kibum wyraźnie zainteresowany jego osobą, czego kompletnie nie potrafił zrozumieć.

To pytanie pociągnęło za sobą szereg, czy może, co lepiej pasuje w przypadku gadatliwości młodszego kolegi, lawinę pytań, na które Jonghyun nieśmiało odpowiadał. Kibum usiadł z nim podczas lunchu, później, poszli razem do domu, nadal rozmawiając. Po kilku dniach chłopcy spędzali ze sobą niemal każdą przerwę, zaczęli się nawet odwiedzać, a o dziwo, tematy do rozmów nie miały końca. Jonghyun w końcu spotkał osobę, która chciała go poznać, rozmawiać z nim o muzyce, słuchać jej. Kibum nie mógł wyjść spod wrażenia jego pięknego głosu, wielkiej wrażliwości i cudownie miękkich, delikatnych ust.

1 komentarz:

  1. Aww~ te twoje miniaturki są takie urocze, w sam raz do przeczytania przed snem na poprawę humoru. Biedny Jjongi taki niezrozumiany, dobrze, że Keykie go odnalazł i to zakończenie! Takie urocze, sugerujące, że to, co się pomiędzy nimi zrodziło to coś więcej niż przyjaźń! Świetne, czekam na kolejne i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń